Odkryj, że masz Duszę

„Odkryć, odkrywać” – cytując za Słownikiem Języka Polskiego:

  • odsłonić to, co było zakryte
  • poznać rzecz dotąd nieznaną, natrafić na coś, o czego istnieniu nie wiedziano
  • zwrócić uwagę na coś dotąd niezauważonego
  • ujawnić coś, co dotąd było skrywane

Kiedy coś odkrywasz, nie tworzysz tego, ale jakby ciągniesz za zakurzony, czasem bardzo stary i ciężki koc, który znalazłeś na strychu i który wygląda, jakby coś zakrywał. Czegoś strzegł. Tam coś jest. Coś zawsze było. Nie stworzyłeś tego odkrycia spod koca, ono na Ciebie czekało. W jakiejś chwili gotowości złapałeś za koc i pociągnąłeś.

W duszę się wierzy albo nie. W tym drugim przypadku na pewno masz na strychu stary zakurzony koc… i coś do odkrycia. Każde odkrycie wygląda inaczej. Albo podobnie. Ale naprawdę zawsze jest to jednorazowa historia, która dwa razy się nie zdarza. Z Twojej perspektywy to odkrycie. Z perspektywy Wszechświata to przypomnienie sobie. Ale o czym….?

Opowiem Ci, czym jest dla mnie dusza. Opowiem Ci też o moim własnym strychu i tym przykurzonym kocu, za który pewnego dnia pociągnęłam, bo przyszła ciekawość i odwaga. Ale obiecaj, że później oderwiesz wzrok od tego, co tutaj czytasz i sam sobie opowiesz o tym:

Jak ja rozumiem duszę? Jak ją czuję? Czym ona dla mnie jest?

To dobry początek Podróży na Strych. Ci, którzy coś odkryli – weźmy takiego Kolumba na przykład – podjęli wysiłek podróży, bo wiedzieli, że coś czeka i wcale nie na zasiedzianego w fotelu lenia. Nie każda odkrywcza podróż musi mieć tysiące mil morskich. Wystarczy pokonać jedno piętro.

Kiedyś, kiedy byłam poszukującą tożsamości nastolatką, próbowałam nieco zgłębić temat… Były jakieś książki z biblioteki o reinkarnacji bo był bunt na przesłania płynące z wiary chrześcijańskiej. Nie pamiętam co konkretnie przestało mi odpowiadać. Ale zaczęłam poszukiwać na własną rękę bo… trudno nie wierzyć w nic. Pamiętam mgliście, że dusza wydawała mi się być czymś podróżującym. Czymś, co zmienia odzienie. Jednak nadal była dla mnie śmiertelna. Umierała wtedy, kiedy ciało i po prostu odradzała się w kimś innym. Takie były moje początki. Wtedy nie zajęłam się nią na dłużej. Przykryłam kocem. Dojrzewałam i dorastałam dalej, raczej w kulcie ciała, dążeniu do tego, żeby wyglądać, żeby być akceptowaną, lubianą no i żeby być wzorową uczennicą. Wzorową nigdy nie byłam, ale bardzo dobrą już tak. Och jakie to było ważne. Dla bycia kimś w oczach świata. Też zaznałeś tej bezduszności? Tak tylko pytam, z ciekawości.

Kiedy rozstałam się z duszą, zostawiając ją na tym moim strychu z zapomnianymi pamiątkami, miałam może 15 lat. Minęło kolejne 21 lat, zanim ktoś powiedział mi, że… mam duszę i że powinnam z nią zacząć rozmawiać. A właściwie po tylu latach – dać jej mówić, czuć, wyrażać, oddychać, przede wszystkim przyznać prawo do istnienia. To był mój psychoterapeuta.
Słyszę Cię. Ciebie – Odkrywający Czytelniku po drugiej stronie ekranu. Nie wzdychaj tak głośno tylko pamiętaj, że każde odkrywanie jest inne, właściwe dla Odkrywającego, którym jestem ja, jesteś Ty, jest Twój sąsiad, Twoja mama, partnerka, kolega z pracy. Każdy przypomni sobie o duszy inaczej. Może niektórzy z Was dzięki mnie? Inni usłyszą od psychoterapeuty, inni od koleżanki w pracy, która wróciła z jakichś dziwnych warsztatów, jeszcze inni dowiedzą się z jakiegoś ciekawego profilu na insta albo przeczytają wielki baner w mieście z napisem „Masz Duszę – zajmij się nią!”
Ja usłyszałam od psychoterapeuty. Że jestem rozdzielona. Że myślę tylko przez umysł i nawet przez umysł nazywam uczucia, zamiast je poczuć. Umiem płynąć myślami: nazywać, definiować, analizować, zadawać pytania i szukać odpowiedzi. Umiem też umysłem blokować odczucia, emocje. Mistrz. W końcu jestem przygotowana do prawdziwego życia! Za takie zdolności płacą mi w pracy! I „myślę więc jestem”. Proste? Proste.

Jak Ty masz? Zastanawiałeś się kiedyś nad tym, czy Ty emocje myślisz czy czujesz?
Podpowiem Ci… Jeśli zdarzyło Ci się powiedzieć w myślach do samego siebie:

  • Co ja się tak dzisiaj gównianie czuję? Ważny dzień w pracy, muszę być w formie, nie ma co marudzić, jest git!
  • Ale mnie to zabolało… dlaczego ona tak do mnie powiedziała? Nieee, wymyślam, wyolbrzymiam, jestem przewrażliwiona, nic się nie stało.
  • Ale stres. Ale presja. Niedobrze mi. Ale trzeba być twardym, nie miętkim! Chłopaki nie płaczą, dawaj Stary!
  • Ale mnie to wkurwiło co on zrobił! Zaraz mu coś powiem… Dobra, Stary, opanuj się, ludzie słuchają, poza tym jesteś tutaj gościem. Uśmiech do wszystkich!
  • Dom pełen ludzi, a nikt mnie o nic nie pyta, nikt się mną nie interesuje. Może coś się odezwę, opowiem… Nieee, lepiej nie, jeszcze się zdenerwują na mnie. Idę do swojego pokoju.

to w wielu sytuacjach emocje myślisz, a nie czujesz. Dostrzegasz, co jest nie tak? Widzisz to w tych cytatach? Zepchnięcie. Zaprzeczenie. Zdeprecjonowanie. Maska. Radziłeś sobie najlepiej jak umiałeś, naprawdę najlepiej. Bardzo Ci gratuluję, bo poszedłeś dalej, jesteś tutaj ze mną i czytasz. Zastanawiasz się może trochę nad tym, nad sobą.
Więc teraz to jest dobry punkt, żebyś spróbował mi jakoś wytłumaczyć, co się wtedy dzieje z tymi prawdziwymi emocjami, uczuciami, dokąd idą? W co się zamieniają? Bo to, co robimy, kiedy decydujemy się nie czuć tak, jak naprawdę się czujemy, to przebieranie się. Przebierz się, bo wyglądasz niewłaściwie. Przebierz się, bo to nie wypada tak wychodzić. Przebierz się, bo Ci wszystko widać. Jak Ci nie wstyd?
No to przebierasz się. Tysiące razy. Tak, jak Ci ten wewnętrzny głos kazał. Starasz się zachowywać właściwie, dopasowywać do innych, nie robić scen, dramy, balansować, wyczuwać, czy możesz sobie pozwolić na jakąś prawdziwą emocję, czy nie, bo grozi to karą w postaci wykluczenia, czyjegoś obrażenia się, konfrontacji. I ten lęk, jak zostaniesz oceniony, kiedy powiesz komuś na przykład, że Ci przykro, kiedy się tak do Ciebie zwraca.

Co się wtedy dzieje z tymi prawdziwymi emocjami, uczuciami, dokąd idą? W co się zamieniają?
Bardzo do mnie przemawia pewien opis, który usłyszałam kiedyś od znajomego:

Wyobraź sobie, że każda taka emocja, która się pojawia i której Ty nie uznajesz (nie przeżywasz, nie wyrażasz, uznajesz za niewłaściwą w tym momencie, odrzucasz jak ciało obce) to wulkan, który wybucha, a Ty szybko przykrywasz go czymś od góry, żeby lawa nie wykipiała. Ale on już wybuchł i najgorsze dzieje się w środku.

Najgorsze dzieje się w Tobie.
Znam to z własnego doświadczenia.
Z upływem czasu możesz mieć problem z rozumieniem emocji. Zachowywać się nieadekwatnie do sytuacji, w której się znajdujesz. Płakać kompletnie nie wiedząc dlaczego. Nie umieć odpowiedzieć na pytanie: co czujesz? Wpadać w niekontrolowaną złość. W ciągnący się całymi dniami niewytłumaczalny smutek. W depresję. Otępienie. Skrajności. W lęki i panikę. W okazywanie innym nieprzyjemnych emocji w krzywdzący sposób. Możesz regulować się za pomocą używek i nałogów. Możesz czuć, że jesteś oszustem – na zewnątrz cudownie funkcjonująca maszyna, w środku rozbity na wiele kawałków. Możesz stracić poczucie sensu, radości. Twoja praca może Cię męczyć i przygnębiać. Możesz budować nie służące Ci relacje. Wpadać w niekorzystne schematy powtarzające się co jakiś czas, np. w związkach. Możesz… (tutaj wstaw to, co przytrafia się Tobie – wszystko, co ma miejsce, jest w porządku, możesz tak mieć).

Najgorsze dzieje się w Tobie.
I niechętnie się z tym spotykasz.
Spotkać się z tym oznacza, że pozwalasz tej emocji być, poistnieć sobie, wyrazić się. Wtedy ona ma szansę się uwolnić w bezpieczny dla Ciebie sposób, a Ty masz szansę poczuć coś prawdziwego o sobie. Spotkać się z tym trzeba umieć. Jak nie umiemy, to unikamy. Nie umiałam, więc unikałam. Teraz próbuję (z różnym skutkiem) spotykać się ze sobą na jakichś względnie przyjaznych zasadach, z wyrozumiałością i tolerancją. Bo kiedyś, kiedy ta moja dusza była już tak smutna, że płakała codziennie, a ja dalej uparcie twierdziłam, że wszystko jest ok – to wcale się z nią nie spotykałam. Pod koc! Wyjazd! Nie ma cię.
Robimy to z wieloma trudnymi, bolesnymi sytuacjami z naszego życia. Wynocha! Pod koc!
Nie ma na to skali. Boleśnie może się w nas zapisać coś naprawdę niepozornego.
Czasem mówimy: ale ja nie mam żadnych traum. Ok, może tak być, nie masz traum, trudnych przeżyć. Ale nie tylko one muszą być powodem Twojego rozłączenia się z duszą. To może być jeden mały fakt, że zawsze interesowała Cię muzyka i chciałeś śpiewać, grać. I kiedy to robiłeś, czułeś dziką radość i satysfakcję i energię nie wiadomo skąd. Ale rodzice, otoczenie wyperswadowało Ci to z głowy tłumacząc, że to abstrakcja, że z tego nie wyżyjesz. I poszedłeś na… (wstaw wybrany lub narzucony kierunek studiów) i zajmujesz się w życiu czymś innym niż bliską Twojemu sercu muzyką. Dusza się cieszyła tą muzyką ale… Wynocha! Pod koc!

Może być jeszcze inaczej. Właściwie wariacji w temacie relacji ze swoją duszą jest wiele. Teraz wariant bardziej optymistyczny. Bo może wcale nie jesteś rozłączony, tylko nie rozpoznajesz życia swojej duszy. Wyobraź sobie, że masz do podjęcia jakąś ważną decyzję. Musisz zdecydować, czy postępujesz według wzoru A, B czy C.
Myślisz o rozwiązaniu A – ściska Cię nieprzyjemnie w żołądku, Twoje ciało się kurczy, zamyka, chowa do środka. I choć mózg z poziomu myślenia i analizy mówi Ci, że to mega atrakcyjne rozwiązanie bo korzyści są takie, takie i takie, Ty czujesz swoje.
Myślisz o rozwiązaniu B – wszyscy Twoi znajomi je zachwalają, wszyscy podpowiadają Ci, że to jest najlepsze wyjście. Zaczynasz sobie tłumaczyć, że skoro inni tak uważają, to chyba coś w tym jest… ale kiedy wyobrażasz sobie, że postępujesz właśnie tak, nie czujesz nic, pusto, zero poruszenia.
Myślisz o rozwiązaniu C – nagle Twoje ciało się prostuje, otwiera. To minimalny, niewidoczny ruch. Wahnięcie do przodu. W środku czujesz spokój. Nie pustkę, tylko wyraźny spokój. Może pojawia się nawet lekka ekscytacja. Ktoś przyjazny zadaje Ci pytanie: zrobisz tak? A Ty wtedy doskonale wiesz i czujesz, że odpowiedź brzmi TAK!

Intuicja jest głosem duszy. Komunikuje się z nami na wiele sposobów:

  • Bardzo często wysyła sygnały przez ciało. To jakaś reakcja, którą poczujesz, zmiana w środku lub wręcz fizyczny ruch. Tak jak w przykładach powyżej.
  • Może też mieć formę cichego głosu, który słyszysz jakby obok. Lub we śnie. Nie, to nie choroba psychiczna. Nie wpadaj w schematy myślowe.
  • Może też mieć formę obrazów, wizji. Nagle widzisz jakąś migawkę. Oglądasz ją jak żywy obraz. Znika tak szybko jak się pojawiła.
  • Możesz też doznawać odczuć na skórze. Gęsia skórka jako reakcja na coś? Zdarza Ci się? Może to jest właśnie sygnał dla Ciebie: bierz! rób! idź w to!
  • Może często zdarza Ci się mówić: „wiedziałem!”, „tak czułam!”. To znaczy, że intuicja wysłała Ci wcześniej ten sygnał w postaci myśli, która wywołała jakieś przeczucie. Innymi słowy: intuicja przeszła Ci już przez głowę jako wersja wydarzeń, które… właśnie następują. A Ty masz wrażenie, że one się odtwarzają z tej samej rolki, którą myślałeś już wcześniej. I wykrzykujesz wtedy to słynne: wiedziałem! Ja mam właśnie tak.
  • Dusza może też wyrażać się dla Ciebie przez innych. Wiem jak to wygląda, brzmi… ale serio. Zobacz. Siedzisz sobie na ławce w parku i o czymś intensywnie rozmyślasz, poszukujesz odpowiedzi. I nagle słyszysz, jak przechodzące obok dziecko mówi do swoich rodziców coś, po czym natychmiast doznajesz olśnienia i już wiesz, jaka jest odpowiedź na Twoje pytanie. Wygląda znajomo?

To, w jaki sposób komunikuje się z Tobą dusza, jest tak bardzo wyjątkowe, niepowtarzalne, subiektywne w odbiorze, że trudno wymienić mi wszystkie sposoby, które pomogłyby Ci rozpoznać swoje wewnętrzne monologi. Piszę: monologi, ale może u Ciebie są już dialogi? Jeśli nie, to może jesteś blisko? Jeśli rozpoznasz język swojej duszy, świadomie będziesz mógł wchodzić w ten dialog. Rozmawiać z nią. Odczytywać sygnały. O tym, jaką decyzję podjąć, co zrobić dziś, jutro, z czego skorzystać, z kim porozmawiać. O tym, jaka emocja domaga się zauważenia, co dziś sobie dać – odpoczynek czy aktywność, czego potrzebujesz… Jeśli dostajesz te sygnały, jesteś naprawdę blisko siebie. Idź na strych, pociągnij za ten przykurzony koc i odkryj, jak rozmawiać ze swoją duszą.

Dusza ma więc swój własny głos – intuicję.

Dusza ma też coś, z czego zechcesz skorzystać, kiedy tylko się o tym dowiesz… jestem tego pewna!
Ma wewnętrzną mądrość. Zna Twój cel, zna Twoją pasję – nawet jeśli Ty ich jeszcze nie odkryłeś. Twoja dusza wie, co jest Ci potrzebne, aby doświadczać pełni swojego życia, zamiast tylko je przechodzić rok za rokiem. Jest Twoim prywatnym kompasem. Naprowadza Cię na… Ciebie, wysyłając sygnały, które – jak już pisałam wcześniej – dostrzegasz, albo jeszcze nie. Powiedzmy, że ma wgraną Twoją upragnioną wersję życia. Tę najlepszą. Jestem pewna, że choć raz w życiu to poczułeś. To jest ten stan, kiedy trafiasz na właściwą drogę. Wtedy czujesz coś jakby „klik”. Wszystko znalazło się na swoim miejscu. Jakiś przykład? Proszę bardzo. Mój. Dawno dawno temu zaczęłam pracę jako doradczyni w banku. Pojechałam na swoje pierwsze szkolenie mające przygotować mnie do pracy. Przez cały tydzień wpatrywałam się w trenerkę prowadzącą jak zaczarowana. Dosłownie! Pamiętam, że byłam pewna, że też chcę to robić. Pracować jako trenerka, prowadzić szkolenia, warsztaty. I pamiętam to wewnętrzne postanowienie: będę trenerką. Proste! Wszystko wskoczyło wtedy na swoje miejsce. Natychmiast usłyszałam o szkole trenerów. Natychmiast się na nią zapisałam. Po ukończeniu tej szkoły pojawiła się rekrutacja do biura szkoleń w banku, na którą odpowiedziałam i przeszłam ją pozytywnie. Tak właśnie rozpoczęłam moją wymarzoną pracę.

Zobacz, co możesz wyczytać z tej historii? Co w Tobie uruchamia?
Co podważasz? A co przyjmujesz?
Jakie były Twoje momenty „klik”?
Kiedy je sobie przypominasz – co się dzieje w Twoim ciele? Co tam czujesz?

Jeszcze nie raz wrócę do tej historii o mnie. Bo to naprawdę piękne doświadczenie spotkania się z głosem mojej wewnętrznej mądrości. Z duszą i jej prowadzeniem.
Czasem mówię, że mamy dwa mózgi. Jeden wiadomo gdzie. Drugi to dusza.
Wszystko, czego się w życiu o sobie i świecie uczysz, znajdziesz bez problemu w tym pierwszym. Tam jest wiedza z przetworzenia: czyli z poznania, z doświadczenia, z interpretacji. Żeby znać tabliczkę mnożenia, musiałeś się jej nauczyć. Żeby móc coś nazwać radością, musiałeś jej doświadczyć po raz pierwszy i przypisać to doświadczenie radości właśnie, pewnie z pomocą kogoś dorosłego, kto powiedział: „Ooo, co za radość! Widzę, że się cieszysz z tego prezentu!”. Rozumiesz już, jak gromadzisz wiedzę w tym pierwszym mózgu?
W tym drugim wiedza już istnieje. Twoja dusza zgromadziła ją w trakcie swojej dotychczasowej podróży. Jest ona historią i zapisem życia Twojej duszy, która wie, jaki ma cel i stara się go z Tobą zrealizować w tym życiu. Nie nauczysz się tego. Możesz sobie to tylko przypomnieć. Przypominać. I ten pierwszy mózg bardzo Ci się do tego przyda. To, co nieświadome, musi mieć naczynie, w którym zamieni się w świadome dla Ciebie. W coś, co zrozumiesz, zauważysz, usłyszysz, odczujesz wyraźnie. Jeśli masz do wyboru jeden mózg lub dwa mózgi – wybierzesz korzystanie tylko z jednego…? Naprawdę?

Przypominasz już sobie, że masz duszę?
Kiedy wybierzesz się na swój strych, żeby ją odkryć? Koc już się mocno przykurzył… ale czeka.
Zostawię Cię z tym.
Przypominanie sobie i odkrywanie wymaga czasu.
Na początku napisałam do Ciebie, że w duszę się wierzy, albo nie. Dla uproszczenia tylko. Na koniec zdradzę Ci, że wiara nie odgrywa tutaj zbyt wielkiej roli.
Zacznij czuć. Tak samo jak codziennie myślisz. Myśl i czuj. Masz dwa mózgi. Korzystaj z nich.
To się nazywa żyć pełnią swojego życia.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *